czwartek, 20 marca 2008

Kuchnia w pudłach

Kiedy Agata krążyła po mieszkaniu, między łazienka, kuchnią i sypialnią przypominiała jej się lekcja biologii na temat odruchów bezwarunkowych. O ile dobrze pamietała, dzieliły się one na wrodzone – jak na przykład mrużenie oczu, kiedy razi nas światło, i wyuczone – jak wycieranie butów na wycieraczce czy siedzenie prosto przy stole. Teraz pogrążyła się zupełnie w tych drugich. Czuła się trochę jak robot, który wykonuje zaprogramowane przez kogoś innego czynności. Zmyła z twarzy resztki makijażu, wzięła długi prysznic, przebrała się w swoją ukochaną granatową piżamę, zrobiła sobie waniliową herbatę i poszła do sypialni. Kiedy kładła głowę na poduszce poczuła, że ma z tyłu głowy potężnego guza, który będzie jej przypominał o dzisiejszym wieczorze przez parę kolejnych dni.

Nie, nie wyszła z mieszkania trzaskając drzwiami, po tym jak ogłosiła Krzytofowi, że od niego odchodzi. Oczywiście tak zrobiłaby każda szanująca się bohaterka romantyczna, każda zdecydowana na rozpoczęcie nowego życia kobieta z filmu amerykańskiego. Każda... Nie ważne. Agata tego nie zrobiła. Było tuż przed północą i nie było sensu budzić przyjaciół z powodu tego, że oto włąsnie podjęła poważną i brzemienna w skutki decyzję. Z jej wdrożenie mogło poczekać. Zwlekała z podjęciem tej decyzji tak długo, że jeden wieczór więcej na prawdę nie robił wielkiej różnicy. Kiedy zasypiała, usłyszała jak Krzysztof wyłącza w końcu telewizor i gasi światło w pokoju.

Mieszkanie było Krzysztofa, a raczej, pierwszy był tu Krzysztof. Kiedy się poznali, ona wynajmowała mieszkanie z kilkoma innymi osobami. Wydawało się więc naturalnym, kiedy podjęli decyzję o zamieszkaniu razem, że to ona wprowadziła się do niego. Teraz musiała się wynieść.

Pierwszą rzeczą, jaką trzeba było zająć się z samego rana, było znalezienie pudeł. Co wcale nie było takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. W końcu jednak po godzinnym spacerze między osiedlowymi sklepikami, wróciła do mieszkania zbrojna w dwa pudła po bananach i trzy po środkach chemicznych różnej maści. Planowała wziąć tylko rzeczy najważniejsze: swoje ciuchy i...wyposażenie kuchni. Kiedy patrzała teraz na swoje kuchenne królestwo, wiedziała od razu, że pięć pudeł nie wystarczy.

Gotowanie było pasją Agaty. Co miesiąc wydawała przeważającą część swojej urzędniczej pensji na delikateksowe produkty spożywcze, przyprawy, roboty kuchenne, piękne talerze, wspaniałe garnki. Gotując czuła się jak wirtuoz i odkrywca. W kuchni Agaty mieszały się zapachy, przyprawy. Do lodówki przyczepione były kuchennymi magnesami przepisy wycie z różnych magazynów a na parapecie stał w równym rzędzie garnizon książek kucharskich. Patrzała teraz na to wszystko bezradnym wzrokiem.

- Rany, jak ja to wszystko spakuję. – jęknęła w duchu.

Do kuchni wtoczył się zaspany Krzysztof.

- Zrobię sobie kawy, z tego twojego wspaniałego ekspresu zanim zniknie razem z tobą – ogłosił, drapiąc się półprzytomnie po głowie.

Agata nawet nie zdenerwowała się jego obcesowością. Tak jakby cała frustracja z powodu tego, że związek z Krzysztofem dobiegł końca uszła z niej wczoraj. Może rzeczywiście wypadła z jej głowy, kiedy waliła nią o łazienkową ścianę? Kiedy więc Krzysztof krzątał się wokół wielkiego, nowoczesnego ekspresu do kawy, ona martwiła się jak spakuje tego wieloczynnościowego smoka, który potrafił robić latte, ekspresso, mocce i wszystkie inne kawy na jakie człowiek mógłby mieć ochotę, ale z pewnością nie był stworzony do przeprowadzek. Dla dodania sobie animuszu włączyła radio.

Since we're sharing the same bed, we're not sharing the same dreams anymore – śpiewał Oscar Benton.

Agata nie widziała czyja to piosenka ale słowa pasowały do jej sytuacji. To stało się z nią i Krzysztofem, który właśnie wychodził z kuchni z kubkiem cappuccino i zmierzał niechybnie w kierunku kanapy przed telewizorem. Początkowa absolutna fascynacja, ustąpiła miejsca rutynie. A później okazało się, że każde z nich, ma swoje sny i marzenia, mające niewiele wspólnego z marzeniami partnera.

Instead of growing closer

This time goes on and on

We're getting miles apart

Westchnęła i zabrała się za pakowanie. Pięć pudeł zapełniło się w oka mgnieniu. Agata spakowała też do dwóch walizek swoje ubrania i kosmetyki. Kiedy wszystkie te bagaże zagracały już cały przedpokój i pół kuchni zdecydowała, że czas najwyższy zadzwonić do Blanki.

niedziela, 16 marca 2008

Remont

Agata siedziała na podłodze w łazience. Miała spuchnięte od płaczu powieki i poczucie bezsilności którego w żaden sposób nie dawało się odegnać. Oparta plecami o ściane waliła w nią miarowo głową. Na początku delikatnie, tak jakby chcąc nadać jakiś rytm swoim myślom, a później coraz mocniej, i mocniej. Bolało. Miało boleć. I huczało jej w uszach. Przez chwilę wydawało jej się nawet, że to wspaniały pomysł na wyrzucenie z głowy wszystkich myśli, które w żaden sposób nie mogły ułożyć się w sensowną całość. Kłębiły się, piętrzyły problemy i twierdziły, że nie ma dobrych rozwiązań.

- Out – myślała uderzając z całej siły głową w ścianę – out! Wynocha z mojej głowy.

Agata była jednak romantykiem w takim samym stopniu jak pragmatykiem. Bijąc wiec głową w żółte łazienkowe kafelki, nie wiedzieć kiedy zaczęła się zastanawiać czy to walenie nie przeszkadza sąsiadom zza ściany. Bo ściany w bloku w którym mieszkali były niemalże z papieru, przepuszczały najcichszy nawet dźwięk. Ba! Przepuszczały też zapach! Wiec teraz sąsiedzi na pewno zastanawiali się co się dzieje. Może nawet obawiali się, że Agata zaczęła remont, w piątek późnym wieczorem. Kto wie?

- Taa, remont – pomyślała Agata – potrzebny mi remont. Generalny. Mojego życia. Co ja tu wogóle robie? Walę głową w ścianę jak jakaś postać z powieści Jane Austen. Co się ze mną wogóle dzieje!

Wstała z podłogi i spojrzała na swoje odbicie w lustrze zawieszonym nad umywalką. Miała czerwone oczy, spuchnięte powieki, i tusz do rzęs rozmazany wokół oczu tak, że wyglądała troche jak miś panda. Umyła twarz w zimnej wodzie, związała włosy w kucyk i poszła do pokoju.

W pokoju panował półmrok. Mała lampka z abażurem, który był dokładnie z tej samej epoki co kafelki w łazience, świeciła słabo. Całe to ich mieszkanie wydawało się jak żywcem wyjęte z lat osiemdziesiątych. Agata ze zdziwieniem zauważyła, że przez półtorej roku jakie tu mieszkali z Krzysztofem nigdy tego mieszkania tak naprawdę nie oswoili, nie uczynili swoim. Ot, mieszkali tutaj i tyle. Spojrzała na Krzysztofa, który siedział na kanapie w samych bokserkach i oglądał telewizję. Na jej widok oderwał wzrok od telewizora, w którym jego imiennik pytał po raz setny zupełnie skołowaną kobietę czy na pewno chce tą a nie tamtą kopertę.

- I jak? Popłakałaś sobie? – spytał. W jego głosie było tyle pogrady, że Agata nie mogła uwierzyć, że to jest właśnie mężczyzna, z którym spędziła ostatnie dwa lata, i o którym nawet przez jakiś czas myślała jako o partnerze na resztę życia.

- Odchodzę. – powiedziała przez zaciśnięte zęby.

Krzysztof uśmiechnął się drwiąco.