sobota, 5 kwietnia 2008

Kawa rozpuszczalna

Przez chwilę – pół śpiąc jeszcze – przeraził się nie na żarty, że obecność Carli Bruni w jego mieszkaniu oznacza, że oto on jakimś dziwnym trafem stał się Nicholasem Sarcozym, prezydentem Francji, którego naród ostatnio go nie cierpi właśnie dlatego, że więcej czasu poświęca swojej zjawiskowej, świeżo poślubionej żonie, niż sprawom państwa.

– Jaki ten naród jest niesprawiedliwy! - myślał Paweł wczuwając się w rolę Sarcozego – Jak w ogóle można się skupić na czymkolwiek, kiedy ma się tak piękną żonę!

Carla stała teraz przy łóżku i delikatnie się uśmiechała. Miała rozpuszczone włosy, drobne kształtne piersi, idealnie płaski brzuch, i długie nogi, które skrzyżowała jak mała dziewczynka. Była piękna, zjawiskowa, eteryczna. Była uosobieniem kobiecości.

- Dzień dobry – przemówiła Carla Bruni głosem o ton niższym, niż spodziewał się tego Paweł – Obudziłeś się już? – mówiła po polsku, czyli najprawdopodobniej Carlą Bruni nie była. Miało to jednak swoją dobrą stronę, oznaczało to bowiem, że Paweł nadal jest sobą – dwudziestoośmioletnim facetem bez zobowiązań a nie pięćdziesięcioletnim prezydentem o przerażająco niskich notowaniach i jeszcze niższym wzroście.

- No wiem – powiedział rozespanym głosem. Uśmiechnął się, wyciągnął do niej dłoń i pociągnął na łóżko. W tym momencie poczuł jak bardzo jest obudzony… Rany, jaka ona była piękna…

Kochali się do południa, przysypiając pomiędzy kolejnymi sesjami namiętnego seksu. Obudziło go słońce świecące mu prostu w oczy. Nie-Carla-Bruni siedziała na łóżku i rozglądała się ciekawie po jego mieszkaniu. Paweł lubił to mieszkanie, było to otwarte studio na ostatnim piętrze kamienicy. Drewniana podłoga, ściany, na których w artystyczny sposób tu i ówdzie brakowało tynku i prześwitywały cegły, meble oszczędne w formie. Jednopłaszczyznowe królestwo, za które płacił wygórowany czynsz. Kobieta przyglądała się obrazom zawieszonym na ścianach.

- Co to jest ten stożek? – zapytała wskazując na szkic wiszący nad łóżkiem.

- To projekt czołgu Leonarda Da Vinci.

- Masz nad łóżkiem projekt czołgu? – jej ton nie wyrażał zachwytu. – A ten cykl przerażonych biskupów na obrazach w holu?

- To papież – uśmiechnął się Paweł – Innocent X. To jest studium obrazu Velazqueza autorstwa Francisa Bacona. Podoba ci się? – pogładził ją delikatnie po nagich plecach.

- Nie bardzo. Przerażający są jacyś ci papieże. – stwierdziła z grymasem - Bacona powiadasz? Wiesz, ja jestem strasznie głodna. Zjadłabym jakieś śniadanie. Najlepiej jajecznicę na bekonie.

Paweł naciągnął na siebie jeansy i ruszył w stronę kuchni. Kiedy robił dla nich dwojga jajecznicę, kobieta nadal spacerowała nago po mieszkaniu i przyglądała się każdemu szczegółowi. Prawie jakby była w muzeum. Na próżno próbował sobie przypomnieć jak to się stało, że u niego wylądowała (będzie musiał zadzwonić do Maćka i zapytać). Nie miał też zielonego pojęcia jak ta naga nimfa miała na imię.

- Nurkujesz? – zapytała naga piękność wskazując na szkic wiszący nad biurkiem.

- Nie, to też projekt wielkiego Leonarda.

Piękność zmarszczyła brwi i mały prosty nosek. Miał poczucie, że rozczarowuje ją każdą swoją odpowiedzią.

- Napijesz się kawy? – zapytał.

- Tak, poproszę latte z dużą ilością mleka. – odpowiedziała studiując nadal rysunek nurka w olbrzymim, starodawnym skafandrze.

Paweł zaczynał się denerwować jakby był na jakimś egzaminie czy rozmowie kwalifikacyjnej.

- Nie mam ekspresu do kawy – wydusił w końcu – może być kawa rozpuszczalna?

- Ro-pusz-czalna? – rozczarowanie w głosie było tak wielkie, że Paweł zaczął szczerze współczuć Sarcoziemu. – Facet nie ma łatwego życia – pomyślał – choć z drugiej strony…na pewno ma ekspres do kawy…

***

- Napije się pani kawy lub herbaty? – zapytała stewardesa.

- Poproszę kawę – odpowiedziała, i czym prędzej zapisała na liście, którą tworzyła od momentu, kiedy samolot opuścił Luton: 3. Jeśli kawa, to TYLKO rozpuszczalna.

Brak komentarzy: