– Jaki ten naród jest niesprawiedliwy! - myślał Paweł wczuwając się w rolę Sarcozego – Jak w ogóle można się skupić na czymkolwiek, kiedy ma się tak piękną żonę!
Carla stała teraz przy łóżku i delikatnie się uśmiechała. Miała rozpuszczone włosy, drobne kształtne piersi, idealnie płaski brzuch, i długie nogi, które skrzyżowała jak mała dziewczynka. Była piękna, zjawiskowa, eteryczna. Była uosobieniem kobiecości.
- Dzień dobry – przemówiła Carla Bruni głosem o ton niższym, niż spodziewał się tego Paweł – Obudziłeś się już? – mówiła po polsku, czyli najprawdopodobniej Carlą Bruni nie była. Miało to jednak swoją dobrą stronę, oznaczało to bowiem, że Paweł nadal jest sobą – dwudziestoośmioletnim facetem bez zobowiązań a nie pięćdziesięcioletnim prezydentem o przerażająco niskich notowaniach i jeszcze niższym wzroście.
- No wiem – powiedział rozespanym głosem. Uśmiechnął się, wyciągnął do niej dłoń i pociągnął na łóżko. W tym momencie poczuł jak bardzo jest obudzony… Rany, jaka ona była piękna…
Kochali się do południa, przysypiając pomiędzy kolejnymi sesjami namiętnego seksu. Obudziło go słońce świecące mu prostu w oczy. Nie-Carla-Bruni siedziała na łóżku i rozglądała się ciekawie po jego mieszkaniu. Paweł lubił to mieszkanie, było to otwarte studio na ostatnim piętrze kamienicy. Drewniana podłoga, ściany, na których w artystyczny sposób tu i ówdzie brakowało tynku i prześwitywały cegły, meble oszczędne w formie. Jednopłaszczyznowe królestwo, za które płacił wygórowany czynsz. Kobieta przyglądała się obrazom zawieszonym na ścianach.
- Co to jest ten stożek? – zapytała wskazując na szkic wiszący nad łóżkiem.
- To projekt czołgu Leonarda Da Vinci.
- Masz nad łóżkiem projekt czołgu? – jej ton nie wyrażał zachwytu. – A ten cykl przerażonych biskupów na obrazach w holu?
- To papież – uśmiechnął się Paweł – Innocent X. To jest studium obrazu Velazqueza autorstwa Francisa Bacona. Podoba ci się? – pogładził ją delikatnie po nagich plecach.
- Nie bardzo. Przerażający są jacyś ci papieże. – stwierdziła z grymasem - Bacona powiadasz? Wiesz, ja jestem strasznie głodna. Zjadłabym jakieś śniadanie. Najlepiej jajecznicę na bekonie.
Paweł naciągnął na siebie jeansy i ruszył w stronę kuchni. Kiedy robił dla nich dwojga jajecznicę, kobieta nadal spacerowała nago po mieszkaniu i przyglądała się każdemu szczegółowi. Prawie jakby była w muzeum. Na próżno próbował sobie przypomnieć jak to się stało, że u niego wylądowała (będzie musiał zadzwonić do Maćka i zapytać). Nie miał też zielonego pojęcia jak ta naga nimfa miała na imię.
- Nurkujesz? – zapytała naga piękność wskazując na szkic wiszący nad biurkiem.
- Nie, to też projekt wielkiego Leonarda.
Piękność zmarszczyła brwi i mały prosty nosek. Miał poczucie, że rozczarowuje ją każdą swoją odpowiedzią.
- Napijesz się kawy? – zapytał.
- Tak, poproszę latte z dużą ilością mleka. – odpowiedziała studiując nadal rysunek nurka w olbrzymim, starodawnym skafandrze.
Paweł zaczynał się denerwować jakby był na jakimś egzaminie czy rozmowie kwalifikacyjnej.
- Nie mam ekspresu do kawy – wydusił w końcu – może być kawa rozpuszczalna?
- Ro-pusz-czalna? – rozczarowanie w głosie było tak wielkie, że Paweł zaczął szczerze współczuć Sarcoziemu. – Facet nie ma łatwego życia – pomyślał – choć z drugiej strony…na pewno ma ekspres do kawy…
***
- Napije się pani kawy lub herbaty? – zapytała stewardesa.
- Poproszę kawę – odpowiedziała, i czym prędzej zapisała na liście, którą tworzyła od momentu, kiedy samolot opuścił Luton: 3. Jeśli kawa, to TYLKO rozpuszczalna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz