Agata siedziała na podłodze w łazience. Miała spuchnięte od płaczu powieki i poczucie bezsilności którego w żaden sposób nie dawało się odegnać. Oparta plecami o ściane waliła w nią miarowo głową. Na początku delikatnie, tak jakby chcąc nadać jakiś rytm swoim myślom, a później coraz mocniej, i mocniej. Bolało. Miało boleć. I huczało jej w uszach. Przez chwilę wydawało jej się nawet, że to wspaniały pomysł na wyrzucenie z głowy wszystkich myśli, które w żaden sposób nie mogły ułożyć się w sensowną całość. Kłębiły się, piętrzyły problemy i twierdziły, że nie ma dobrych rozwiązań.
- Out – myślała uderzając z całej siły głową w ścianę – out! Wynocha z mojej głowy.
Agata była jednak romantykiem w takim samym stopniu jak pragmatykiem. Bijąc wiec głową w żółte łazienkowe kafelki, nie wiedzieć kiedy zaczęła się zastanawiać czy to walenie nie przeszkadza sąsiadom zza ściany. Bo ściany w bloku w którym mieszkali były niemalże z papieru, przepuszczały najcichszy nawet dźwięk. Ba! Przepuszczały też zapach! Wiec teraz sąsiedzi na pewno zastanawiali się co się dzieje. Może nawet obawiali się, że Agata zaczęła remont, w piątek późnym wieczorem. Kto wie?
- Taa, remont – pomyślała Agata – potrzebny mi remont. Generalny. Mojego życia. Co ja tu wogóle robie? Walę głową w ścianę jak jakaś postać z powieści Jane Austen. Co się ze mną wogóle dzieje!
Wstała z podłogi i spojrzała na swoje odbicie w lustrze zawieszonym nad umywalką. Miała czerwone oczy, spuchnięte powieki, i tusz do rzęs rozmazany wokół oczu tak, że wyglądała troche jak miś panda. Umyła twarz w zimnej wodzie, związała włosy w kucyk i poszła do pokoju.
W pokoju panował półmrok. Mała lampka z abażurem, który był dokładnie z tej samej epoki co kafelki w łazience, świeciła słabo. Całe to ich mieszkanie wydawało się jak żywcem wyjęte z lat osiemdziesiątych. Agata ze zdziwieniem zauważyła, że przez półtorej roku jakie tu mieszkali z Krzysztofem nigdy tego mieszkania tak naprawdę nie oswoili, nie uczynili swoim. Ot, mieszkali tutaj i tyle. Spojrzała na Krzysztofa, który siedział na kanapie w samych bokserkach i oglądał telewizję. Na jej widok oderwał wzrok od telewizora, w którym jego imiennik pytał po raz setny zupełnie skołowaną kobietę czy na pewno chce tą a nie tamtą kopertę.
- I jak? Popłakałaś sobie? – spytał. W jego głosie było tyle pogrady, że Agata nie mogła uwierzyć, że to jest właśnie mężczyzna, z którym spędziła ostatnie dwa lata, i o którym nawet przez jakiś czas myślała jako o partnerze na resztę życia.
- Odchodzę. – powiedziała przez zaciśnięte zęby.
Krzysztof uśmiechnął się drwiąco.
niedziela, 16 marca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz