Paweł próbował uporządkować przypisy. Wstawiał brakujące przecinki, dwukropki, i tamże, które następnie zmienił na op. cit., kiedy mu się przypomniało, że umówili się, że będą używać w zwrotów łacińskich. Później jeszcze raz przejrzał wszystkie mapy, pokazujące ruch wojsk Tamerlana. Próbował spojrzeć na nie krytycznie. Czy są wystarczająco przejrzyste? Czy nie jest ich za dużo? A może za mało? Rany… Normalnie nie przeżywał tak swoich publikacji, ale tym razem pisał artykuł z Blanką. Naukowym tytanem. Blanka była najlepsza na roku, kiedy razem studiowali historię, jej praca magisterska na temat wpływu podbojów Aleksandra Macedońskiego na późniejszą politykę państw Azji Centralnej została nagrodzona specjalną nagrodą Ministra Edukacji i opublikowana przez wydawnictwo uniwersyteckie. Ta dziewczyna powalała wszystkich na łopatki ilością wiedzy, analitycznym umysłem, jasnością wypowiedzi i zupełnie nowym spojrzeniem na wydarzenia historyczne sprzed setek lat. Było oczywistym, że zostanie na doktoracie.
Pawłowi – choć bardzo lubił historię - daleko było do naukowej pasji Blanki. Gdyby poprosić go, żeby wyjaśnił, dlaczego zdecydował się na zaoczne studia doktoranckie, to nie potrafiłby dać jasnej odpowiedzi. Może była to niechęć zerwania z uczelnią. Z naukowcami, książkami, z ludźmi biegającymi od czytelni do punktu xero i z powrotem. Odebranie dyplomu magistra historii i poświęcenie się tylko i wyłącznie pracy zawodowej wydawało się Pawłowi jakieś takie… Tuzinkowe. Zwykłe. Ot, pierwszy krok w stronę reszty tuzinkowego życia. Żona, dzieci, kredyt, nadwaga i problemy z cholesterolem. Pewnie kiedyś chciałby mieć żonę, a w bliżej nieokreślonej przyszłości nawet i dzieci, kredyt zaś był rzeczą nie do uniknięcia w dzisiejszych czasach…Tylko, że…Paweł chciał żeby to wszystko było jakieś takie… takie po prostu kurwa zajebiste (tylko, co do kredytu nie miał takich wymagań). Nie wiedzieć dlaczego, wydawało mu się, że decydując się na studia doktoranckie wymyka się obrzydliwym ramkom statystycznego faceta przed trzydziestką, a może kto wie, może nawet zmierza w stronę zajebistej wersji swojego przyszłego życia.
Teraz jednak patrząc na mapy i przypisy, denerwował się tylko tym, co powie Blanka. Jak to się w ogóle stało, że on z nią pisze ten artykuł? Było jak zwykle - chciał się przed nią popisać wiedzą. Nie żeby ją poderwać. Nie. Nic w tym stylu. Blankę, z jej włosami w wiecznym nieładzie, okularami w niemodnych oprawkach i paznokciami, które czasem przebierały przerażająco dziwaczne barwy, trudno byłoby nazwać pięknością. Była dla Pawła czymś pomiędzy kumplem i odwiecznym wyzwaniem. Ileż to razy w czasie studiów, kiedy zaczynali rozmawiać miał nadzieję, że choć raz okaże się mądrzejszy od niej! Że nagle okaże się, że przeczytał książkę, której ona nie czytała, ba! O której nawet nie słyszała! Przypadki tego typu były jednak rzadkością. I Tamerlan do tych rzadkich przypadków się nie zaliczył. Paweł przeczytał ostatnio o nim całkiem sporo i wydawało mu się, że oto wyrobił sobie zupełnie nowe spojrzenie na historię tamtego okresu. Kiedy więc wylądowali z Blanką na piwie, czym prędzej skierował rozmowę na podboje tego tatarskiego wojownika, który w XIV wieku trząsł całą Azją i przyprawiał Europę o palpitację serca. Poległ jednak z kretesem po mniej więcej piętnastu minutach rozmowy z Blanką, kiedy ta zaczęła swobodnie kreślić wszelkie relacje pomiędzy dzielnym Timurem i jeszcze dzielniejszym Czyngis-Chanem. Z poczuciem absolutnej klęski zamówił im obojgu po jeszcze jednym piwie, ślubując w duchu, że już nigdy nie będzie próbował sobie udowodnić, że jest inteligentniejszy od tej przemądrzałej baby. Wtedy jednak Blanka wypaliła:
- Słuchaj może napiszemy o nim razem artykuł?
- O kim? – warknął Paweł zupełnie rozdrażniony.
- No jako to o kim! O Tamerlanie, Timurze, o Biczu Bożym!
- A… - Paweł był jakoś mało zachwycony, bo nie bardzo widział dla siebie rolę w naukowym tandemie z Blanką.
- Pomyśl jakie niesamowite mapy jego podbojów moglibyśmy zrobić dzięki twoim umiejętnościom! – panna przemądrzalska ciągnęła zupełnie niezrażona.
- A wiec o to Ci chodzi! – pomyślał z wściekłością. - O mapy! O niedoczekanie twoje! Niczego z tobą nie będę pisał, a już tym bardziej nie będę robić map do twoich publikacji.
- I do tego ty byś opisał bitwy, tak prawdziwe, plastycznie, tak jak… Jak w Trzysta Snyder’a! – Blanka była jedyną kobietą, jaką Paweł znał, której podobał się ten film. Strasznie podobał.
- Trzysta to straszna rąbanka – roześmiał się – Jakbym miał opisywać bitwy, to chyba jednak inaczej.
- Czyli wchodzisz w to?! Super! – Blanka zamachała na kelnera żeby przyniósł im po jeszcze jednym piwie.
No i teraz Paweł ślęczał przed komputerem, czytając po raz dziesiąty swój opis bitwy pod Ankarą i dochodząc do wniosku, że wcale mu się ten opis nie podoba. Zaklął wściekle, pozamykał wszystkie pliki związane z artykułem i zajął się tym, czym zarabiał na życie – projektowaniem stron internetowych.
sobota, 29 marca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz