środa, 26 marca 2008

Porzeczkowy lakier do paznokci

- Pewnie przeszkadzam w rozwoju nauki, ale dramatycznie potrzebuje pomocy – zaczęła Agata.
- W jakim rozwoju? Jakiej nauki? – zajęczała Blanka – właśnie się zastanawiam czy nie zmienić porzeczkowego koloru paznokci na jagodowy.
- Z porzeczkowego na jagodowy? A to duża zmiana?
- Noo…w odcieniu… - Blanka brzmiała jakoś mało zdecydowanie, za to Agata miała pewność, że nie przeszkadza przyjaciółce w momencie twórczego szału.
Paznokcie Blanki były barometrem jej weny twórczej. Krótko opiłowane, pokryte cienka warstwą bezbarwnej odżywki były niezawodnym znakiem apogeum naukowego natchnienia. Paznokcie w szalonych kolorach były nieomylnie symptomem kryzysu. W czasie ostatniego kryzysu, którego sprawcą był słynny wódz mongolski Czyngis Chan, Blanka przeszła przez etap lakieru metalicznie niebieskiego, a następnie czerwonego z brokatem, by sięgnąć ostatecznego dna przy kolorze, który według producenta był kolorem rabarbarowym, a w rzeczywistości był obrzydliwie buro-zielonym.
Blanka była na drugim roku studiów doktoranckich na historii. Nie miała jeszcze do końca sprecyzowanego tematu pracy doktorskiej, ale fascynowały ją wielkie jednostki z czasów niesamowicie odległych. Tyle przynajmniej rozumiała z tego Agata, która historię traktowała zawsze raczej po macoszemu. Blanka była na etapie pisania niezliczonej liczby artykułów, do periodyków, których zdaniem Agaty nikt normalny nie czytał. Jeśli dobrze pamiętała to przyjaciółka miała za parę dni oddać do publikacji tekst o facecie, który nazywał się Tamerlan. Agata sprawdziła na wszelki wypadek w Internecie: Tamerlan - Miecz Islamu, Zdobywca Świata brzmiał tytuł książki dostępnej w internetowych księgarniach. Tak – to był zdecydowanie jeden z tych dziwnych wojowniczych przywódców, którzy tak fascynowali Blankę. Skoro jednak jej głównym dylematem były teraz odcienie porzeczkowego i jagodowego lakieru, to oznaczało to że kryzys twórczy jest poważny i że Blance też przyda się oderwanie się od komputera i przynajmniej chwilowe porzucenie Zdobywcy Świata.
- To jaka pomoc jest potrzebna? – zapytała rozstrojona właścicielka jagodowych paznokci.
- Ja i Krzysztof – zaczęła Agata – zdecydowaliśmy, że to chyba już nie ma sensu. Nie będziemy już razem. Nie tak sobie wyobrażaliśmy nasz związek.
Trochę kłamała z tym „zdecydowaliśmy” ale dobrze było zachować odrobinę godności i nie mówić przyjaciółce, że to ona zdecydowała odejść, a po Krzysztofie decyzja ta spłynęła jak woda po gęsi. Ku swej radości nie usłyszała w słuchawce żadnego „No co ty?!” ani tym bardziej „Dlaczego?!” – z pewnością nie miała teraz ochoty na takie pytania. Ale na tym właśnie polegał urok Blanki: nie zadawała zbędnych pytań, nie drążyła niepotrzebnie.
- Więc spakowałam trochę kuchni, kosmetyki i ciuchy i chciałabym się wyprowadzić – ciągnęła – Mogę chwilowo zamieszkać u Ciebie na podłodze?
- Nie ma sprawy – usłyszała w odpowiedzi. Mogła sobie niemal wyobrazić jak Blanka się do niej spokojnie uśmiecha. – Będę u Ciebie za pół godziny i pomogę ci z bagażami. Tylko musimy się zastanowić, gdzie ulokować to twoje „trochę kuchni”, bo u mnie na pewno nie da rady.
To była prawda. Blanka wynajmowała z koleżanką mieszkanie, którego cała powierzchnia nie przekraczała pewnie czterdziestu metrów kwadratowych, z czego osiem stanowiło jej pokój, zagracony stertami książek. Nawet najmniejsze „trochę kuchni” w żaden sposób nie mogłoby się tam zmieścić.
- Do mieszkania wezmę tylko podstawowe przyprawy i żyrafkę do miksowania zup – stwierdziła pojednawczo Agata – resztę wstawimy do piwnicy.
- Przyprawy i żyrafka w porządku. – roześmiała się przyjaciółka, po drugiej stronie linii – Ale na tym koniec. Reszta wędruje do piwnicy. I byle ta żyrafka nie miała za długiej szyi, bo się nie zmieści! Będę u Ciebie za pół godziny.

Brak komentarzy: